Taśmy transportowe
blazej.sunrise@gmail.com | 23/04/2009To głupie. Zapisałem się do pewnej szkoły, która uczy jak pełniej wykorzystywać swój mózg. W sumie to nie miałem czego robić wieczorami, i pomyślałem, że to może być świetna rozrywka. Z reguły tak było, ale do czasu, gdy prowadzący zajęcia wpadł na pewien pomysł. Był to rodzaj ćwiczenia. Opowiadał o naszym mózgu jak o fabryce. Mówił, że zwoje mózgowe to taśmy transportowe, które ciągną wszystkie nasze myśli do pewnego punktu. Tam są ładowane na transportery i kierują się do realizacji. Kiedy tak to opowiadał, czułem, że niewiele rozumiem. To wszystko było zbyt futurystyczne i nie mogłem sobie wyobrazić mojego mózgu w ten sposób. Że co, że nosze w głowie tworzywa sztuczne? Nie, trochę mi się to nie podobało. Ale nie byłem osamotniony. na następnych zajęciach jakiś odważny powiedział, że nie życzy sobie kolejnych tego rodzaju anegdot. Porównywanie mózgu do fabryki godziło w jego dumę. Ciężko stwierdzić, co było przyczyną niskiej samooceny tego człowieka, ale ostatecznie wyszło na jaw, że taśmy transportowe noszące myśli i ładujące je na transportery, nie przypadły do gustu większej liczbie osób. Prowadzący zajęcia był w ciężkim szoku, bo nikt wcześniej nigdy nie zwracał mu uwagi przez coś takiego. Musiał się więc teraz nieźle napocić, by wytłumaczyć nam, że mówiąc tworzywa sztuczne, nie miał na myśli nic złego. Miał na myśli tylko te myśli, które taśmy transportowe roznoszą po całym naszym mózgu, doprowadzając myśli do czynu. Chyba się facet jeszcze bardziej zakręcił, i gdy po kilku minutach zauważył, że nic nie wskóra, że nie pojmujemy kompletnie o czym on do nas mówi, zawiesił wykład. Wyszedł na papierosa, a gdy po kilku minutach wrócił – rozpoczął zajęcia od nowa. Przez chwilę było spokojnie, ale już za raz zaczął porównywać nasz mózg do…silnika napędowego. Tego było dla nas za wiele. Podniósł się rwetes i kilka osób wyszło z sali. Zajęcia odwołano. Teraz znów mam wolne wieczory i leżąc na kanapie zastanawiam się czasem, co robią moje transportery, i czy tworzywa sztuczne mają się dobrze. Coś więc ten wykładowca jednak wskórał.



